Hełm 1
Hełm 2

Leszek Kwasek, 2016 r.

W pamiętnych dniach sierpnia 1944 roku znaleźliśmy schronienie z moimi rodzicami i siostrą w żydowskiej lodowni, wykutej w stoku skarpy zamkowej. Było tam też wielu naszych sąsiadów. Obydwa pomieszczenia lodowni były zatłoczone. Gwar, lament, modlitwy i religijne śpiewy przeplatały się z płaczem dzieci i narzekaniem starszych.
Pozostał mi w pamięci 6 sierpnia, dzień Przemienienia Pańskiego. Niemiecki ostrzał artyleryjski nie ustawał. Cały schron trząsł się w posadach. Pamiętam, jak wówczas niezwykle wymownie brzmiały słowa pieśni: „Słuchaj Jezu, uczyń z nami cud”.
W pamięci utkwił mi też taki obrazek z innego dnia. Dwóch żołnierzy radzieckich siedzi tuż obok wejścia do naszego schronu i posila się. Przyjaźnie zapraszani do wewnątrz, lekceważąco odmawiają. Chwilę potem, trafieni odłamkami artyleryjskiego pocisku, już nie żyją. A z menażek wylewa się ich zawartość.
Zapamiętałem także inne wydarzenie.
Kiedy Rosjanie zajęli zamek i jego najbliższe otoczenie, zaczęli grać na harmoszce i śpiewać na samym szczycie góry zamkowej. Nie było widać u nich potrzeby zachowania elementarnej ostrożności. Na wszelkie nasze uwagi na ten temat, lekceważąco odpowiadali – „nas mnogo”.
Moja rodzina była jedną z pierwszych, która już 8 sierpnia postanowiła uciekać z tego piekła, pozostawiając na pastwę losu dom i cały dobytek. Pamiętam, że był to pogodny, letni poranek. Ucichł ostrzał, a my z węzełkami, w których mieliśmy wcześniej przygotowane przez mamę suchary i jakieś osobiste rzeczy, ruszyliśmy w stronę Wisły. Szliśmy przez Pragę i na wysokości cmentarza żydowskiego przeszliśmy Plewkę kładką wykonaną przez wojsko. Obok widoczny był wrak niemieckiego pojazdu pancernego. Miedzami przeszliśmy do wału wiślanego i dalej, do brzegu Wisły, naprzeciwko Mięćmierza. Tam, w zaroślach, oczekiwaliśmy żołnierzy przeprawiających się na nasz brzeg. Gdy ponton dobił do plaży i pasażerowie szybko z niego wysiedli, zajęliśmy ich miejsce. Wsiadając, widziałem wielkie, zielone, płynące Wisłą cmentarzysko trupów żołnierzy radzieckich. Pewnie spod pośpiesznie budowanego w Zastowie mostu, który niemieckie lotnictwo zaciekle i zupełnie bezkarnie bombardowało.
Żołnierz-przewoźnik, potwornie zmęczony, bo jak mówił, od tygodnia bez przerwy kursuje tym pontonem, ostrzegł nas, że Niemcy ostrzeliwują przeprawę z karabinów maszynowych. Dlatego radził położyć się na dnie. Na potwierdzenie jego słów, po wypłynięciu na główny nurt Wisły, seria niemieckich pocisków uderzyła w wodę obok naszej łodzi. Ale na przewoźniku nie robiło to żadnego wrażenia.
Drugi brzeg Wisły pozwolił szybko wyjść poza strefę bezpośredniego zagrożenia. Za nami, na ponad pół roku, zostawał rodzinny Janowiec.
A wojenny ponton, główny eksponat wystawy, to być może ten sam egzemplarz, który ratował nam życie?

[relacja pisana z 2016 r.]

Galeria

Przyczółek Janowiec

Dofinansowano ze środków MHP w ramach Programu „Patriotyzm Jutra"

Materiały zamieszczone na stronie są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa wersja 3.0 Polska Przygotowanie: Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym 2016 Projekt i wykonanie - Freeline.
Ta strona korzysta z plików cookie. Używając tej strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Możesz dowiedzieć się więcej w jakim celu są używane oraz o zmianie ustawień przeglądarki. Kliknij tutaj »
zamknij